Bogactwo życia wokół nas 2015 WIOSNA – Relacja

ByPiotr Mędrzycki

Bogactwo życia wokół nas 2015 WIOSNA – Relacja

Przebieg zajęć

Zajęcia toczyły się już po rozpoczęciu wegetacji wiosennej. Miało to swoje dobre strony, ponieważ temperatury umożliwiały swobodne spędzenie dwóch godzin na powietrzu, jak również poznanie śladów pełnej fenologicznej wiosny, która w odróżnieniu od przedwiośnia, charakteryzuje się:

  • rozpoczęciem rozwoju fenologicznego większości gatunków,

  • obfitym kwitnieniem większości gatunków runa lasów liściastych, w tym wciąż licznych geofitów i wielu hemikryptofitów oraz licznych gatunków drzew i krzewów z lasów liściastych, zarówno rodzimych, jak i sprowadzonych do naszego kraju z spoza jego granic;

  • obfitym kwitnieniem gatunków z pierwszego wiosennego aspektu łąk świeżych i suchych muraw napiaskowych i kserotermicznych;

  • niemal zupełnym brakiem kwiatów większości gatunków łąk świeżych, murawowych na trawnikach czy siedliskach łąk wilgotnych.

W czasie naszych wędrówek:

– oglądaliśmy mniszka lekarskiego Taraxacum officinale, na którym mogliśmy przekonać się dlaczego mówi się na niego „mlecz” (z łodygi kwiatu wycieka po zerwaniu mleczny, gorzki sok); na jego przykładzie poznawaliśmy jak pąki zmieniają się w pełni rozwinięte kwiatostany a następnie zastanawialiśmy się, czy się przypadkiem nie zepsuły, kiedy opadły z nich płatki i zaczęły tworzyć się parasolki latających owoców; poznawaliśmy też, że nasiona = dzieci roślin też mogą być w „przedszkolu”, gdzie nie są jeszcze gotowe do pełnej samodzielności;

Ilustracja 1: Dzieci z Przedszkola nr 236 zbierają kwiatostany mniszka.


znajdywaliśmy na osiedlach parzącą pokrzywę zwyczajną Urtica dioica i uczyliśmy się ją odróżniać od nieparzącej jasnoty białej Lamium album; prowadzący zajęcia na własnej skórze pokazywali efekt, jaki wywołują oba gatunki, na dzieci żywiołowo reagowały;

– przekonywaliśmy się, że gatunki blisko spokrewnione (tworzące jedną rodzinę lub jeden rodzaj są do siebie bardziej podobne, niż niespokrewnione: jasnota purpurowa (Lamium purpureum) była bardzo podobna do jasnoty białej, ale mniej do pokrzywy;

– widzieliśmy rośliny, których zrywać się nie powinno, w tym konwalię majową (Convallaria maialis), o której dzieci dowiedziały się, że występuje w lasach tam, gdzie niegdyś masowo wypasano bydło, i że jest tak silnie toksyczna, że nie można nawet dla zabawy brać jej do buzi;

– spotykaliśmy rośliny, które nazywały się prawie tak, jak zwierzęta: kaczki miały swoje kaczeńce, a gęsi – swoją gęsiówkę (Cardaminopsis arenosa);

– szukaliśmy liści roślin, które jeszcze nie kwitły; wszędzie okazywało się, że jest ich bardzo wiele, chociaż łąki i trawniki w parkach i na osiedlach wydają się już bardzo „rozwinięte”;

– z dziećmi z przedszkola nr 236, rezydującymi w przedszkolu przy ul. Nałkowskiej, widzieliśmy potężne kolce glediczji trójcierniowej (Gleditschia triacanthos), które mówią do wszystkich „Lepiej obchodź mnie z daleka”;

– na przykładzie opadających zawiązków klonu zwyczajnego (Acer platanoides) zastanawialiśmy się, jak szukać odpowiedzi na pytanie: „Skąd się coś wzięło?” i przekonaliśmy się, że gradient gęstości zawiązków na chodniku może być bardzo cenną wskazówką, która zaprowadzi nas do celu; najbardziej zagorzali obserwatorzy z przedszkola nr 39 widzieli następne drzewa – źródła na odległość kilkudziesięciu metrów!

Ilustracja 2: Dzieci z Przedszkola nr 39 obserwują owady.

– w podobny sposób z dziećmi z przedszkola nr 236, rezydującymi w szkole przy ul. Broniewskiego zastanawialiśmy się, czy to wiosną pada śnieg, kiedy coś białego leci z nieba, ale okazało się, że jest to puch lotny niosący nasiona topoli białej (Populus nigra), marzący o tym, by opaść na ziemię i przykleić się do świeżo wysychającego błota na rzecznym brzegu;

– wraz z dziećmi z przedszkola nr 39, rezydującymi przy ul. Przytyk, martwiliśmy się i zastanawialiśmy się stojąc w kole nad świeżo ściętym pniem martwego drzewa, co mogło doprowadzić do jego śmierci i dlaczego to, co żyje umiera?

– jak zawsze staraliśmy się doświadczać bogactwo życia wokół nas również innymi zmysłami. Wąchaliśmy różne kwiaty i kwiatostany: ładnie pachnące bzy lilaki (Syringa vulgaris) wabiące do siebie pszczoły, trzmiele i motyle, porównywaliśmy z brzydko pachnącymi (lekko rozkładającym się mięsem) kwiatostanami jarzębiny (Sorbus aucuparia i Sorbus aria), na których na własne oczy widzieliśmy urzeczone tym zapachem muchy;

– słuchaliśmy odgłosów ptaków: piegży, sikorki bogatki, wróbli; stojąc pod jesionem zamykaliśmy oczy i wyobrażaliśmy sobie, że nad naszymi głowami kłócą się w jego gałęziach nie wrony, ale papugi;

– sami idąc przez parki i osiedla naśladowaliśmy odgłosy zwierząt: razem z dziećmi udawaliśmy wycie psów i wilków, muczenie krów, kumkanie kumaków nizinnych i górskich, kukanie kukułek, meczenie kóz, beczenie owiec, miauczenie kotów, syczenie węży.

Ilustracja 4: Lupy przydawały się do obserwacji.

Ilustracja 3: Dzieci z Przedszkola nr 422 z kopertami udającymi skrzynie przyglądają się samcowi kaczki krzyżówki.


Na początku każdego spaceru dzieci otrzymywały koperty lub koszulki, które na czas zajęć stawały się dla dzieci skrzyniami na skarby. W trakcie spaceru dzieci zbierały do nich samodzielnie to, co je zainteresowało w omawianych gatunkach, o ile można to było zebrać lub zerwać; niekiedy przy okazji wspólnie z dziećmi odgrywaliśmy scenki nawiązujące do życia niektórych mieszkańców parku: dzieci otwierały swoje koperty jak pisklaki – dzioby, wołając: „Ja”, „Ja”, kiedy prowadzący pytał: „Kto chce dostać kilka kwiatów z kwiatostanu bzu lilaka?”.

Po powrocie do sali dzieci miały możliwość obserwowania swoich skarbów pod lupami, udostępnionymi przez prowadzących.

C

Ilustracja 5: Wyklejanka z liści

zęsto zdarzało się, że spośród liści i kwiatów wypełzały mrówki, wyślizgiwały się ślimaki, wybiegały mszyce i kampodealne larwy biedronek. W grupie dzieci z przedszkola nr 236, rezydujących w szkole przy ul. Fontany1, dzieci z zapałem śledziły węchowe poszukiwania uciekającej chyłkiem mszycy przez drapieżną, szarą, lecz już cętkowaną larwę biedronki; oba zwierzątka miały niewiele więcej, niż 2 mm a cały pościg odbywał się na kawałku tektury.

Po zakończeniu obserwacji dzieci robiły z wykorzystaniem swoich skarbów wyklejankę, aby pogłębić percepcję kształtów, kolorów i faktur liści, łodyg i kwiatów. Sekret ich piękna, wydobyty dzięki artystycznej kompozycji, stanowi klucz do głębokiego doświadczenia tożsamości gatunków, które żyją wokół nas.

Piotr Mędrzycki

About the author

Piotr Mędrzycki editor

Urodzony na Warszawskim Mokotowie, wychowany wśród nieistniejących już pól, zmiennowilgotnych łąk i piaskowych muraw Rembertowa. Absolwent biologii środowiskowej na Uniwersytecie Warszawskim. 1996 - magisterium z ekologii parków miejskich w Ogrodzie Botanicznym UW. 2002 - doktorat z ekologii inwazji w Białowieskiej Stacji Geobotanicznej pod kierunkiem prof. dr hab. Janusza Falińskiego). Od 2002 - pracownik naukowo-dydaktyczny w Wyższej Szkole Ekologii i Zarządzania w Warszawie; prowadzi przedmioty: "Praktyka roślinoznawcza", "Rośliny zielne", "Dendrologia", "Fitosocjologia" "Ekologia ogólna", "Ekologia stosowana", "Urządzanie obiektów architektury krajobrazu". W latach 2004-2009 opiekun Koła Naukowego Stosowanej Ekologii Roślin, od 2009 - Pracowni Stosowanej Ekologii Roślin. Promotor kilkudziesięciu prac inżynierskich i magisterskich na kierunkach: architektura krajobrazu i ochrona środowiska. Pasje: ekologia, prywatne życie roślin, pedagogika i psychologia, antropologia filozoficzna, muzyka jazzowa, etniczna, polifoniczna, chóralna i liturgiczna do słuchania i do śpiewania. Prywatnie: mieszkaniec Bielan, szczęśliwy mąż i ojciec trójki dzieci.

You must be logged in to post a comment